Okładka książki Atlantis: Sześć Artefaktów — Część I — Portale Mocy, Adam Kelverd
Adam Kelverd
Atlantis
Sześć Artefaktów

Część I

Portale Mocy

Atlantyda nie jest tylko legendą. Pod powierzchnią oceanu czekają ślady cywilizacji, której tajemnice nigdy nie powinny zostać zapomniane — ani obudzone.

Dostępna również w księgarniach.

Elena Serrano w podwodnych ruinach Atlantydy
Fragment książki

Zajrzyj do Atlantydy

Pierwsze ślady prowadzą Elenę w miejsce, w którym granica między archeologią a czymś znacznie starszym zaczyna znikać.

Dno oceanu było czarną jak smoła pustką, a snop światła z jej latarki ledwo przecinał atramentowe głębiny, ale wtedy coś zamigotało. Elenie zaparło dech w piersiach, gdy podpłynęła bliżej. Tam, pod warstwami mułu i skał, znajdowała się masywna kamienna konstrukcja, której powierzchnia była wyrzeźbiona skomplikowanymi symbolami. Symbolami, które pasowały do tych na tabliczce, którą znalazła. W oddali majaczył zarys wielkiego łuku, na wpół zakopanego, ale niewątpliwie sztucznego. W snopie światła pojawił się prosty blok kamienny. Kolumna. Fragment schodów.

„Natura nie tworzy takich kształtów” – pomyślała.

Nagle w wodzie rozległ się cichy szum, a konstrukcja zadrżała. Elena zamarła. To było tak, jakby miasto się budziło. Jej radio zatrzeszczało.

– Elena… nie uwierzysz w to – powiedział Luca, a w jego głosie wyczuwalny był strach. – Burza… zachowuje się tak, jakby zbliżała się do nas, ale… jest tylko wokół statku.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, jej latarka zamigotała i zgasła. W ciszy jakaś postać poruszyła się w ciemności. Coś lub ktoś był tutaj na dole z nią. Serce Eleny waliło w piersi, gdy unosiła się w czarnych wodach, z oczami szeroko otwartymi zza maski do nurkowania. Postać znów się poruszyła, skradając się tuż poza krawędzią jej pola widzenia – ciemna sylwetka w mroku.

– Kto tam? – szepnęła do radia, chociaż wiedziała, że ktokolwiek lub cokolwiek było tutaj na dole, nie mogło jej usłyszeć.

Brak odpowiedzi.

Postać zbliżyła się, a jej kształt stawał się coraz wyraźniejszy. Była humanoidalna, ale poruszała się nienaturalnie płynnie, jakby stanowiła część samej wody. Jej oczy słabo świeciły, a niesamowite niebieskie światło przebijało się przez mrok, przyciągając wzrok Eleny. Instynkt kazał Elenie odpłynąć, ale zastygła w bezruchu, zafascynowana i przerażona. Wtedy stworzenie wyciągnęło rękę, a jego błoniasta dłoń przywoływała ją do przodu. W jej uszach rozbrzmiał dziwny, rytmiczny dźwięk – niemal jak… śpiew?

Jej kończyny poruszyły się, zanim zdążyła pomyśleć, przyciągnięte w stronę hipnotyzującego spojrzenia postaci. Próbowała walczyć z przyciąganiem, ale ogarnęło ją przytłaczające poczucie spokoju, jakby postać komunikowała się bez słów, namawiając ją, by poszła za nią.

– Luca… – głos Eleny zadrżał, gdy odezwała się przez radio. – Nie uwierzysz. Jest ktoś tutaj.

CZYTAJ DALEJ W „PORTALACH MOCY”
Historia dopiero się zaczyna
ATLANTIS
SZEŚĆ ARTEFAKTÓW
Część II

Korona Żywiołów

Marzec 2027
USS Tengery zanurzony pod wodą

Przedpremierowy fragment

Okręt USS Tengery szedł spokojnie zanurzony na głębokości dwustu dwudziestu metrów. W centrali panował półmrok, tylko wyświetlacze sonarów i kontrolki balastów dawały słabe światło.

– EMP!!! – krzyknął operator, widząc jak wykres spektrogramu wywalił w górę poza możliwą skalę.

Najpierw przyszło uderzenie, niewidzialne, bez huku, ale z mocą, którą dało się poczuć w kościach. Ktoś krzyknął, bo wskaźniki zanurzenia zafalowały chaotycznie, potem opadły do zera. System sterowania balastami umarł.

Załoga próbowała ręcznie przejąć kontrolę, ale bezskutecznie, słychać było tylko jęki metalu, jakby kadłub sam zrozumiał, że został pozbawiony elektroniki. Nikt nie potrafił określić głębokości, a system hydrostatyczny nie reagował. Kapitan kazał otworzyć awaryjne zawory sprężonego powietrza, ale i one nie zadziałały.

Okręt zaczął powoli opadać.

Na początku nikt nie czuł różnicy. Dopiero narastające naprężenia kadłuba zdradzały, że okręt schodzi coraz głębiej. Po minucie woda wokół kadłuba świstała już coraz głośniej, a przechył na dziobie wskazywał, że jednostka szła w dół szybciej niż ktokolwiek chciałby uwierzyć.

W ciszy, którą przerywały tylko oddechy ludzi oraz trzaski i skrzypienie pracujących grodzi, wszyscy zrozumieli jedno: utrata pływalności nie była chwilową awarią.

To był wyrok.

– Przygotować się na uderzenie!!! – krzyknął kapitan.

MARZEC 2027